gwałtowne zaprzeczenie w jej wydaniu
zapowiadało się dokładnie odwrotnie
pod jego nos o zmroku wprost na tacy
różane pączki co rozpływają się w ustach
nawet bez czerwonego wina we krwi
więc była latem pod jego okiem hodowana
na ścięcie dożynkowe na czkawkę grabek
wzdłuż pleców gładkich kłosów szorstkich
pod księżyca igiełkami sielsko sierpniowymi
i spadła deszczem wśród stogów pośród traw
minęło lato minął on szybciej jak sen
w przydrożnej knajpie tylko czasem
smagnie spojrzeniem jej krągły brzuch
ja pani nie znam nad rozbitym kuflem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz