dojrzałość
zerwana z gałązki w dzień zbierania plonów
pękata słodka naświetlona słońcem i armadą gwiazd
rzuca smukły cień na kliszy w jego głowie
dojrzałość we dwoje ma smak poranków
zapadających wieczorów i urwanych świtem nocy
pełnia występująca z brzegów rozstępujący się świat
niczym czerwone morze od krwi pulsującej w skroniach
słowa są tak ubogie przy muzyce strun
dwu sprzęgniętych oddechów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz