wyrwała się z winorośli
jeszcze z liśćmi we włosach
wbiegła do stawu
bosa
po co do kogo za kim
nie pytał nikt
nie mówiła
a potem słońce zaszło bielmem
jesień żółcią się zaciągnęła
splunęła mżawką
w środek ud
płód
najukochańsze dziecko
zostało na wieki
gdzieś na dnie
wylewnej
poetyki
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz