czasem jest tak że trzeba się uzbroić
po szyję po zęby po koniec ciemnej kosy
czasem jest tak że nie ma odwrotu
Marcjanka wyrusza z domu z sercem na ramieniu
bo nie spakowała wszystkiego bo wszystkiego się nie da
bo nie wie z kim się pożegnać najpierw z kim wcale
wszyscy chłopcy jacy mieli się narodzić są już na porodówkach
obok spuchniętych ze szczęścia matek
scałowany proch z ich białych rąk co nie poznały pracy
wszyscy chłopcy już tam są czekają aż się położy
aż się rozdwoi jej świat i rozdźwięczy krzykiem
aż pęknie i trzeba będzie go zszywać
minuty stukają w parapet bardzo szarego szpitala
czernieje świat za nagim oknem i jest głucho i biało
od środka biel zaś piecze i pęcznieje
wszyscy chłopcy już tam są i stojąc kołem pod lampą
każdy ze swoim kubkiem kawy pochylają się nad Marcjanną
w akcie pierwszej chłopięcej ciekawości
czasem jest tak że nie ma odwrotu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz