Marcjanna ma lat naście
niczego się nie boi
bo nie wie jak wykolejony może być świat
studiuje poezję wielkich i małych mężczyzn
i kilku gospodyń domowych
co pisały na bibule nad kotletami
Marcjanna ma lat naście
niczego się nie boi bo strach to cecha
umysłów uświadomionych
polują na nią więc uparcie
a wujek Staszek opowiada
o pierwszych ptakach i pachnie octem
Marcjanna ma coraz więcej lat
sukienka skraca się ponad kolano
niczego się nie boi i skraca się dalej
nuci pieśni z kościoła
wraca do domu na skróty
i wtedy spotyka czarny wiersz
jego runy śmierdzą wódką
starymi fajkami i potem
składają się w niezły tomik
razem z kaszlem i czystą
liryką wymazaną w błocie
Marcjanna liczy teraz każdy krok
jakby miał być ostatnim
idzie wzdłuż niego i darzy jego czerń
nabożnym posłuszeństwem
potakuje i pochwala zdawkowość myśli
powtórzenia są słodkie niczym litania
na drodze w nieskończoność
nagle przychodzi oprzytomnienie
(...)
Marcjanna puszcza się teraz pędem
od plamy światła do plamy
rozpaczliwie łapiąc dystans
[którego będzie od dzisiaj szukać
we wszystkich wersach świata]
czarny wiersz znika w mroku
by oddać się swojej pasji
składa w kokon nabrzmiałe jaja
a potem wyczekuje razem
ze sczerniałym śniegiem
kolejnej Marcjanny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz