spełniała życzenia
jak złota rybka z letnią burzą
przynosiła ze sobą
zapach dżdżu w upalny dzień
ledwieś pomyślał o schabowym
już leżał na talerzu
do góry brzuchem
jeszcze skwierczał
płócienne płachty na tarasie
stosy pachnących koszul
ogarniała jednym objęciem
od razu cały dom
myślałeś dobra taka
na moją starość kostropatą
nie za ładna i niezbyt mądra
całkiem wyrozumiała
w jej naiwne życie
wejść można było
ubłoconym butem
a wyjść po polerce
że tak umiała się wyślizgnąć
przyjąłeś z największym
zadziwieniem
aż do dziś
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz